czwartek, 15 marca 2012

"Star Wars: Darth Bane: Droga zagłady" - Drew Karpyshyn

Kolekcja książek "Star Wars" nie równa się z żadną inną, jeżeli chodzi o liczność tomów. Od lat świat "Gwiezdnych Wojen" jest rozbudowywany na większe oraz mniejsze cząsteczki. Ogrom fabuły przeraża wielu wielbicieli science fantasy, jednak są jeszcze czytelnicy, którzy chętnie nabywają nowe tomy serii mimo jej ilości. Piszących, którym nie brakuje świeżych pomysłów, również przybywa. 

Pierwszy tom "Droga zagłady" rozpoczynający trylogię Dartha Bane został napisany w dwa tysiące siódmym roku. Książka, która na chwilę obecną otwiera serię "Star Wars", wcale nie została napisana jako pierwsza. Autor powieści: "Maska kłamstw" - Jamesa Luceno wydana w dwa tysiące pierwszym roku przestała otwierać serię. Dzięki wydawnictwu Abmer, które w Polsce zajęło się wydaniem prawie wszystkich tomów "Gwiezdnych Wojen", ich fani mogę zakupić wszystkie książki w chronologicznym wydaniu jako wersję kieszonkową. Wielbicielowi, nawet temu, który zapoznał się jedynie z ekranizacjami galaktycznych pojedynków, trudno jest nie skorzystać z takiej okazji. Ja postanowiłam zakupić "Drogę zagłady" w niższej cenie, niż była ona sprzedawana dotychczas i przekonać się, czy rzeczywiście wilk jest taki groźny jak przedstawiają go na obrazku. Cóż, okazało się, że nie! 

Dessel urodził się, wychował u boku okrutnego ojca i żył na Apatros, gdzie jako górnik całymi dniami wydobywał kortosis - materiał potrzebny Republice do wytwarzania zbroi, broni i statków dla swoich żołnierzy prowadzących wojnę z Sithami. Praca na planecie, która oprócz tego cennego minerału nie miała nic do zaoferowania, była ciężka i marnie opłacana. Do problemów mężczyzny dochodziły również długi, jedyne dziedzictwo pozostawione przez ojca. Dessel chciał się wydostać z tego koszmaru, raz na zawsze, jednak jedyną możliwością na to było przyłączenie się do wojsk Republiki, a śmierć od miecza świetlnego lub miotacza nie było zachęcającą przyszłością. Jednak w najmniej oczekiwanym momencie marzenie o wydostaniu się z życiowego piekła, okazało się koniecznością. Podczas napadu na Dessela, który przeprowadzili wściekli za przegraną grę w karty żołnierze Republiki, w którym zginął jeden z nich. Dessel nie miał wyboru. Musiał skorzystać z pomocy jedynego przyjaciela i wstąpić w szeregi żołnierzy Sithów. Osiągnięcia odniesione w walce, temperament, moc i gniew doprowadziły go na Korriban. Zgromadzeni w mieszczącej się tam Akademii Mistrzowie przygarnęli go w swoje szeregi uczniów nie wiedząc, że to on, odrodzony jako Darth Bane zniszczy wiele istnień i zmieni wszystko.


Githany oraz Lord Keen. Tej trójce, stojącej po jednej stronie zostaje poświęcone najwięcej uwagi. Nie ma w tym nic złego, bo są to kluczowi dla tomu bohaterowie, jednak jeżeli chodzi o Jedi, to nie mieli oni aż tak wielkiego szczęścia, aby trafić w łaski swojego Pana. Niezależnie jednak od tego, czy bohater pojawiał się na krócej, czy dłużej
Darth Bane: Droga zagłady" jest wielkim wyjątkiem. 

Oprócz wszystkich zalet książki, które zostały wypisane w tej recenzji jest jeszcze jedna główna zaleta: "Darth Bane: Droga zagłady" rozpoczyna wszystko, czego doświadczyliśmy oglądając trzy pierwsze epizody "Gwiezdnych Wojen" reżyserii Georga Lucasa. Książka pokazuje moment od którego wszystko się rozpoczęło. Nie dojść, że


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...