środa, 19 września 2012

"Golem" - Edward Lee

Jeżeli regularnie śledzicie napisane przeze mnie recenzje, to pewnie już wiecie, że jestem w stadium, które polega na napotykaniu bezustannej monotonności w książkach po które sięgam. Niestety, ale tak wygląda prawda: im więcej książek ma się za sobą, tym więcej oczekuje się od następnych, jednak dostaje się coraz mniej. Tak więc, znudzona jednostajnością dzisiejszych powieści fantasy, sięgnęłam po horror - gatunek, który w końcu z fantastyką ma wiele wspólnego, a mianowicie jest jej odmianą. Swoją przygodę z literaturą grozy rozpoczęłam od pisarza, którego dzieła cieszą się wysokim uznaniem.

Edward Lee jest amerykańskim pisarzem specjalizującym się w horrorach. Autor stworzył już kilkanaście powieści, z których prawie każda przeszła oczekiwania czytelników pragnących czegoś nowego, paranormalnego, wychodzącego poza standardy gatunku. Mężczyzna, zanim całkowicie poświęcił się swojej karierze pisarskiej przez pewien czas służył w amerykańskim wojsku, a potem jeszcze w siłach policyjnych stanu Maryland. Był nawet czas, kiedy twórca dzielił swój zawód z pasją pisania, która jednak w ostatecznym rozrachunku zwyciężyła. Na polskim rynku ukazały się dotychczas trzy pozycje Edwarda Lee, z których "Golem" jest tą najnowszą. Powieść nawiązuje do starej europejskiej legendy, która opowiada o ulepionym z gliny monstrum stającego w obronie prawych i niewinnych. 

Seth i Judy przeprowadzają się do nowego domu. Para żegna przykrą przeszłość, aby rozpocząć nową, wspólną przyszłość. Mają pieniądze, kochają się, miasteczko w pobliżu którego zamieszkali jest małe, spokojne i oddalone od ich domu. Czego można chcieć więcej? 

Jak się okazuje można pragnąć lepszego życia, nawet przy takim jakim było życie tej pary. Pretensje do losu i Boga można rościć szczególnie wtedy, gdy mieścina, do której się przeprowadzasz jest tak naprawdę siedliskiem ćpunów, na twojej posesji odnaleziony zostaje stary parowiec, a w piwnicy zakopany jest szkielet. Oczywiście pretensje i narzekania nic nie pomogą, bo zawsze może być tylko gorzej!

Głównymi bohaterami powieści są Seth i Judy, czego pewnie nie trudno się domyślić z powyższego opisu. On był niegdyś alkoholikiem, który swoje problemy wiązał z utratą ukochanej żony. Teraz jest twórcą gry, która znajduje się na pierwszym miejscu najlepiej sprzedawanych pozycji. Ona, dawniej uczyła. Teraz u boku swojego chłopaka stara się zapomnieć o swojej przeszłość, w której uprawiała prostytucję i żywiła się narkotykami. Oboje poznali się w najciemniejszych chwilach swojego życia, co być może jest powodem tego, że są idealną, namiętnie kochającą się parą. Czy jednak ich związek przetrwa nadchodzącą przyszłość? Całe miasto w swojej władzy ma jeden człowiek, który zamiast pogrążać jego mieszkańców, powinien je chronić. Jest nim kapitan policji Rosh. Mężczyzn swoje niecne poczynania tłumaczy poprawą świata, czy lepszą przyszłością gospodarki kraju. Okazuje się jednak, że czasy jego panowania mijają, bo na horyzoncie pojawił się nowy przeciwnik, potężniejszy, dziwaczny, i co najważniejsze, bardziej skuteczny i skłonny do przemocy. D-Man i Świrus byli niegdyś pomagierami kapitana Rosha, to oni dostarczali mu towar. Teraz pracują dla kogoś innego. D-Man to rządny przemocy ignorant i gwałciciel, a Świrus to kompletny, nic nie rozumiejący idiota. Oprócz nich wszystkich są jeszcze postacie, które nie zostały wymienione w tej recenzji, głównie z powodu małych ról jakie odgrywają. Na fabułę spory wpływ mają również Żydzi z 1880 roku, do których autor od czasu do czasu się przenosi, jednak jest ich zbyt wiele aby wymienić tu wszystkich, a żaden z nich nie żyje długo. 

Lowensport, miasto w którym odbywa się cała historia. Małe, na pozór spokojne, jest rządzone twardą ręką, odgrywa również rolę siedliska prostytutek i narkomanów, choć mieszkańcy starają się to ukryć, szczególnie przed nowymi osadnikami. Dawniej sporą część tego miejsca zamieszkiwali Żydzi i Chrześcijanie, a ich nienawiść, szczególnie drugich do pierwszych, przypisała mu trudną i przykrą, pełną czarnej magii historię. 

Edward Lee pisze bardzo swobodnie, żeby nie powiedzieć banalnie. Jego książka składa się głównie z dialogów i krótkich opisów, gdzieniegdzie można zauważyć dłuższe zobrazowania, jednak nie wychodzi to autorowi, i jego dziełu, na dobre. 

W powieści doszukałam się kilku błędów: głównie brakowało liter w poszczególnych słowach, jednak to przeoczenie zwaliłabym raczej na tłumacza i korektora, niż pisarza. 

"Golem" - Edwarda Lee nie przeszedł moich oczekiwać, wręcz przeciwnie, zawiodłam się na powieści, a sposób jej przedstawienia przez twórcę w ogóle nie trafił w mój gust. Czytając ten horror, wcale się nie bałam, nie przeszły mi po plecach nawet lekkie ciarki. Nic. Więcej emocji budują we mnie mroczne powieści fantasty, niż ta, a jestem raczej osobą o lekkich nerwach. Bohaterowie i ich przygody również nie były dla mnie niczym rewelacyjnym. Seth i Judy cały czas sobie słodzili, ich słownictwo pasowało do nastoletnich ludzi, nie takich po czterdziestce, podobnie zresztą jest z innymi bohaterami. Seks, narkotyki, brutalne morderstwa - na tym opiera się ta powieść. I choć szkoda było mi losu, jaki spotkał bohaterów, zakończenie "Golema" wcale mnie nie zaskoczyło. Było takie jak we wszystkich historiach tego typu, czyli zawsze ktoś przeżywa, a zło może się odrodzić. Jednym słowem: możecie spodziewać się kolejnej części. 

Zachwalany przez wszystkich pisarz, który rzekomo jest mistrzem ekstremalnego horroru, w moich oczach się nie wybił. Nie wiem komu konkretnie mogę polecić tę powieść. Pewnie osobom, które lubią romanse połączone z mroczną magią i smutnym losem pary kochanków ta historia będzie w smak. Mnie nie była, ale nie należy się tym przejmować gdyż zauważyłam, że to tylko ja odebrałam tak krytycznie tę pozycję. 

 Dziękuję wydawnictwu Replika oraz portalowi Webook za egzemplarz recenzencki.