piątek, 12 lutego 2016

"Ostatnie Imperium: Z mgły zrodzony" - Brandon Sanderson

Nie ocenia się książki po okładce, jednakże wznowiona publikacja serii "Ostatnie Imperium", autorstwa Brandona Sandersona wzbudza ciekawość, w przeciwieństwie do poprzedniego druku, którego powierzchowność odrzucała i mocno zniechęcała odbiorcę do dalszej eksploracji.

Brandon Sanderson - amerykański pisarz fantasy i science-fiction, dwukrotny laureat prestiżowej nagrody Hugo. Urodził się w Lincoln, w stanie Nebraska. Jako dziecko lubił czytać, ale w kolejnych szkolnych latach szybko stracił zainteresowanie tym zajęciem. Aż do chwili, gdy w ósmej klasie jeden z nauczycieli podarował mu egzemplarz "Dragonsbane" Barbary Hambly. Ta lektura okazała się pierwszym krokiem na drodze do błyskotliwej pisarskiej kariery, wówczas rozpaliła w nim zainteresowanie fantastyką. Do tej pory wydano pod jego nazwiskiem dwadzieścia sześć książek. Autor utrzymuje kontakty z najpopularniejszymi pisarzami fantasy jak George R. R. Martin, Brent Weeks czy Patrick Rothfuss. Aktualnie wraz z żoną Emily i ośmioletnim synem Joel’em mieszka w małej miejscowości American Fork w Utah. Powieść "Z mgły zrodzony", pierwszy tom serii "Ostatnie Imperium", która odniosła wielki komercyjny sukces, jak przyznaje autor, jest mu aktualnie najbliższa ze wszystkich jego prac.

Przez tysiąc lat popiół zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, Skrawek Nieskończoności rządził władzą absolutną i ostatecznym terrorem, niezwyciężony jak bóg. A kiedy nadzieja została porzucona już tak dawno, że nie pozostały z niej nawet wspomnienia, pokryty bliznami pół-skaa ze złamanym sercem odkrywa ją na nowo w piekielnym więzieniu Ostatniego Imperatora. Tam poznaje moce Zrodzonego z Mgły. Znakomity złodziejaszek i urodzony przywódca wykorzystuje swoje talenty w intrydze, która ma pozbawić tronu i władzy samego Ostatniego Imperatora.

Vin lubi samotność. Wówczas nikt nie może jej zdradzić. Brat zawsze jej to wmawiał, a potem poparł nauki działaniem. Przesiadując często samotnie, pragnie stać się jak popiół, któremu rzadko zdarza się nie spadać z nieba. Nie martwiąca się, nie cierpiąca, po prostu wolna, ale wolność dla niej nie jest zarezerwowana. Reen o to zadbał, skazując ją na przynależenie do złodziejskiej zgrai. Jednakże morderstwo lorda Tliemosa Trestinga, zwiastuje dla szesnastolatki odmianę losu. Wszakże, miasto Luthadel odwiedza po latach chodząca legenda, Kelsier. Człowiek, któremu udało się uciec z czeluści Ostatniego Imperatora, właśnie rozpoczął przygotowywania do swojego samobójczego planu w skład którego wchodzi dziewięcioro członków: druh Kelsiera, a jednocześnie zbieg z plantacji, Dockson, doświadczony Uspokajacz Breez, Zbir o imieniu Ham, Dymiarz Clubs, wraz z siostrzeńcem, przywódca rebeliantów Yeden, przedstawicieli ludu Terrisaninów, Sazed, Lord Renoux, i brat Kelsiera Marsh. Ich celem jest zniszczenie porządku imperium i zabicie Ostatniego Imperatora. Jednakże, jeżeli plan ma się udać, rebelianci potrzebują Vin. To małe, lękliwe stworzenie, posiada ogromną moc, której nawet nie jest świadome. Jeżeli zgodzi się wziąć udział w przedsięwzięciu, ci ludzie są w stanie obudzić w niej potencjał. W zamian ma obowiązek poddać się kompletnej metamorfozie, która ma na celu zmienienie jej w prawdziwą damę, a następnie szpiegować dla nich dworzan. Kelsier to potężny człowiek, a instynkt podpowiada jej, że potężni ludzie są niebezpieczni. Mimo to, coś w nim popycha ją do działania. Tak też, niebawem po poznaniu szalonego planu, którego sukces poddaje w wątpliwości, rozpoczyna szkolenie. Później rozpoczyna się szereg zdarzeń, jakich nie można cofnąć. Banda spodziewała się wielu problemów, ale niektóre z nich przerastają ich oczekiwania. Ponieważ, nikt nie mógł przewidzieć, że Vin, a raczej Valette, którą pozoruje, zakocha się w Elendzie Venture. Szlachetnie urodzeni nie liczą się z skaa, z takimi jak ona dlatego, Kelsier pragnie ich upadku. Jednakże, Elend Venture zdaje się nie podzielać poglądów swoich pobratymców. Nikt nie spodziewał się również, że popierający ich ludzie, staną się tak niekonformistyczni. Sami Kelsier i Vin, również nie podejrzewali, że staną się sobie tak bliscy. Pozostaje jeszcze jeden wróg, którego nie udało się dotąd pokonać, Ostatni Imperator. Człowiek, któremu udało się zagarnąć na własność całą radość i śmiech jest nieszkodliwy, do czasu, aż nie opuści Kredik Shaw. Do tego momentu, pozostaje im unikać Inkwizytorów, i znaleźć sposób na zabicie imperatora. Członkowie Stalowego Zakonu to najbliżsi ludzie Ostatniego Imperatora. Podobnie jak on, posiadają we władaniu nadludzką siłę, a samo ich spojrzenie, stalowych szpil wystających z oczodołów, budzi w człowieku największe przerażenie.

Dawno, dawno temu słońce nie miało czerwonego koloru. Nieba nie przesłaniał popiół i dym. Roślinność nie musiała walczyć o przetrwanie. Skaa nie byli niewolnikami w czasach przed Ostatnim Imperatorem. Jednak ten czas właściwie uległ już zapomnieniu. Nawet dawne opowieści zdają się niewiarygodne. Miasto Luthadel - siedziba Ostatniego Imperatora - to posępne miejsce. Większość budynków wzniesiono z kamiennych bloków, z dachami z dachówek dla bogatych, a drewnianymi dla pozostałych. Budowle są stłoczone, co sprawia wrażenie, że są przysadziste, choć niektóre mają trzy piętra. Kamienice i sklepy są do siebie całkiem podobne: nie jest to miejsce, gdzie człowiek chciałby zwracać na siebie uwagę. Oczywiście, o ile nie jesteś członkiem arystokracji. W całym mieście jest rozrzuconych kilkanaście monolitycznych twierdz. Skomplikowane, ozdobione rzędami podobnych do włóczni iglic i głębokich podcieni, mieszczą w sobie domostwa wysokiej szlachty. W istocie są po prostu oznakami szlachectwa. Każda rodzina, która może sobie pozwolić na zbudowanie twierdzy i utrzymywanie wysokiej stopy życia w Luthadelu, jest uważana za Wielki Ród. Większość otwartych przestrzeni w mieście znajduje się właśnie wokół tych twierdz. Wolne place pośród kamienic są niczym polany w lecie, a same twierdze, jak samotne góry wznoszące się ponad resztą krajobrazu. Czarne góry. Podobnie, jak reszta miasta, zamki są poznaczone plamami wielu lat popielistych opadów. Każda budowla w Luthadelu jest w jakimś stopniu poczerniała. Nawet mury miejskie, są pokryte patyną sadzy. Budowle ogólnie są najciemniejsze u góry, gdzie zbiera się popiół, ale deszcz i wieczorna rosa przenos sadzę po gzymsach i wzdłuż ścian. I, jak farba spływająca po obrazie, czerń ściekała po ścianach budynków w nierównych frędzlach. Ulice oczywiście są całkowicie czarne. Na szczęście zawsze jest dość skaa, do ich oczyszczania. Robotnicy na ulicach są odziani w proste płaszcze i spodnie, utytłane w popiele i zniszczone. Podobnie jak robotnicy na plantacjach, pracują znużonymi, pozbawionymi nadziei ruchami. Dźwięk dzwonu wyznacza dla nich kolejną zmianę i kolejny dzień pracy w kuźniach i hutach. Metal jest głównym towarem eksportowym Luthadelu, w mieście wybudowano mnóstwo kuźni i rafinerii. Jednakże spiętrzenia rzeki dają znakomitą lokalizację również dla młynów do ziarna i krosien fabryk tekstyliów. W centrum miasta wznosi się pałac Ostatniego Imperatora niczym potworny owad o najeżonym kolcami grzbiecie. Kredik Shaw, Wzgórze Tysiąca Wież. Pałac jest kilkakrotnie większy od każdej ze szlacheckich posesji i zdecydowanie największym budynkiem w mieście. Większość ludzi ze szlachetnych rodów nie jest dość bogata, by zostać uznanymi za członków Wielkiego Domu, ale w Ostatnim Imperium szlachectwo nie wiązało się wyłącznie z pieniędzmi. Ma w nim swój udział również pochodzenie i historia, Ostatni Imperator jest nieśmiertelny i najwyraźniej doskonale pamięta ludzi, którzy wspierali go we wczesnych latach panowania. Potomkowie tych ludzi, nieważne, jak zubożeli, zawsze będą faworyzowani.

Brandon Sanderson pisząc pierwszą książkę o Ostatnim Imperium,  zaprezentował dobrą opowieść, jak również pierwszorzędny materiał na scenariusz filmu. Ten, ma rzekomo niebawem powstać. Gra na podstawie twórczości pisarza, której fabuła rozpoczyna się kilkaset lat przed wydarzeniami z książek, ma mieć premierę bieżącego roku. Środowisko gier nie poświęca jej wiele zainteresowania, to też trudno cokolwiek powiedzieć na jej temat. Za to można dużo mówić o książce, której poświęcona została ta recenzja. Brandon Sanderson czerpiąc inspiracje z powieści szpiegowskich, romansów, płaszcza i szpady, oraz horrorów, napisał świetne dzieło, aczkolwiek niebędące ewenementem. Fabuła prezentuje się banalnie i nie odznacza się na tle konkurencji. Szesnastoletnia Vin prowadzi marną egzystencję na ulicach Luthadel. Stara się pomagać szajce złodziei, korzystając ze swoich szczególnych zdolności, których prawdziwego potencjału i pochodzenia nie jest świadoma. Pewnego dnia, dowiaduje się, że banda planuje coś naprawdę spektakularnego, co odbije się echem w mieście, a nawet poza jego granicami. Wtenczas w Luthadel zjawia się Kelsier. Poprzez swoich ludzi, odwieczny przeciwnik Ostatniego Imperatora, dowiaduje się o Vin. Niedługo potem ratuje złodziejską szajkę, do której ta przynależy, jednocześnie uwalniając ja z rąk ich bezwzględnego lidera. Od tamtej chwili los tej dwójki nierozerwalnie się splata. I choć Vin ma świadomość, że knowania Kelsiera mają niewielkie szanse na powodzenie, to nieodwracalnie staje się częścią jego planu. Sami widzicie, nic nadzwyczajnego. Mimo to "Ostatnie Imperium: Z mgły zrodzony" to jedna z najlepszych książek, spośród dzieł fantasy ostatnich lat. Za sukces powieści odpowiadają postacie i świat, nakreślone przez autora. I choć wielu ludzi ma dość opowieści o złodziejach, to ten duet potrafi mile zaskakiwać. Zwłaszcza szesnastoletnia Vin, której przemianę z wiecznie przestraszonego, podejrzliwego niewiniątka w niewiastę prosto ze szlachetnego rodu, a jednocześnie skuteczną zabójczynię, śledzi się często w odstępach kilku, a nawet kilkunastu dni. Jednakże, większości odbiorców zapewne bardziej przypadnie do gustu Kelsier. Ta postać ma w sobie najwięcej uroku. Tragiczna przeszłość, obsesjonalna walka z Ostatnim Imperatorem, hołdowane idee, ogromna charyzma, talent do dowodzenia, powodują, że to właśnie on pcha całą historię do przodu. Na ich tle, nieco słabiej, ale nadal dobrze, jak na postacie drugoplanowe, prezentują się pozostali. Posiadająca duże poczucie humoru, prawa ręka Kelsiera, Dockson. Drażniąca postać Breeza, któremu zawsze towarzyszą filozoficzne rozważania Hama, Ponurak Clubs, wraz ze strachliwym siostrzeńcem. Yeden, któremu łatwo zaimponować. Marsh o własnych zamierzeniach. Lord Renoux, na którego barkach spoczywa duża część planu Kelsiera. I ostatni, Sazed. Ten poddańczy dworzanin lorda, a jednocześnie jeden z potężniejszych bohaterów, nie raz udowodni, że naprawdę wiele potrafi, a pomoc, którą oferuje pozostałej części postaci, jest nieoceniona. Taka zbieranina charakterów robi wrażenie. Tak samo, jak świat. Nielitościwe, wręcz bestialska struktura społeczna, budzi wstręt. Znowuż, Ostatnie Imperium, gdzie popiół nie przestaje padać z nieba, a nocom pojawia się mgła, w której chowają się potwory, przyprawia o dreszcze. Jednakże, stworzone przez Brandona Sandersona uniwersum, posiada nie do końca spożytkowany potencjał. Ponieważ, wraz z poznawaniem dzieła, które autor napisał, odbiorca przekonuje się, że większość to gra pozorów. Wówczas klimat przejawia się nieco słabiej. Najbardziej dopracowanym aspektem świata, któremu pisarz poświęcił najwięcej czasu, i jakie się nie zmienia wraz z czasem spędzonym przed tomem, jest posługiwanie się przez postaci allomancją. Teoria allomancji mówi o dziesięciu metalach, ośmiu podstawowych i dwóch wysokich. Jednak jest jeszcze jeden, nieznany większości. Jeden, który jest potężniejszy niż dziesięć pozostałych. To właśnie zdolność spalania metali pozwala na zwiększenie swoich sił. Spalanie jakiegokolwiek z metali jest rzadkie, a posługiwanie się wszystkimi, jeszcze rzadsze, przysługujące wyłącznie Zrodzonym z Mgły. Cała ta osobliwa struktura posługiwania się spalaniem metali przez bohaterów może troszeczkę dezorientować, ale zaledwie w pierwszej chwili. Brandon Sanderson pisze tak, że nawet osoba nieinteresująca się wcześniej książkami tego gatunku, powinna zrozumieć. Aczkolwiek, sposobu pisania autora, nie można nazwać znamienitym, ani ponadprzeciętnym. Pisarz posługuje się bardzo prostym językiem, posiadającym dużo powtórzeń wcześniej wykorzystanych określeń, i to nie w dużych odstępach. Nie posługuje się rozległymi opisami, a głównie dialogami. To nie przeszkadza, ponieważ jak zostało wcześniej wspomniane, autor oczarowuje postaciami i światem. Nie potrzebuje do zauroczenia odbiorców przewlekłych opisów i ładnie dobieranych słów. 

Ciężko stwierdzić, jak będzie prezentowała się kontynuacja, bo autor pod koniec historii wprowadza wiele zmian w postaciach, a niektóre nawet uśmierca, więc przyszłość historii budzi ciekawość, ale również niepokój. Jednakże pierwsza część jak najbardziej zasługuje na rekomendacje. Książka najbardziej powinna przypaść do gustu fanom twórczości Trudi Canavan i Brenta Weeksa. Klimatom ich dzieł jest najbliższa.   

       

1 komentarz:

  1. Już słyszałam o tej pozycji i mam nawet zapisan jej tytuł, więc przypuszczam, że to tylko kwestia czasu aż ją przeczytam L<

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...