niedziela, 5 marca 2017

"Szamanka od umarlaków: Szamanka od umarlaków" - Martyna Raduchowska

W ofercie wydawnictwa Fabryka Słów trudno znaleźć książki nie warte uwagi. Jednakże, każde stado ma swoją czarną owcę, a oto właśnie ona. Nie dość, że przez treść "Szamanki od umarlaków", autorstwa Martyny Raduchowskiej, bardzo trudno jest przebrnąć, to na dodatek wersja do słuchania jest prawie nie do zniesienia.

Martyna Raduchowska - Wrocławianka całym sercem i duszą. Z charakteru wredna i pyskata wiedźma, pełna optymizmu pesymistka, ambitny leniuch, pogodna maruda, zagorzała domatorka na obczyźnie, słowem, posiadaczka niepowtarzalnego zestawu cech, który gwarantuje, że cokolwiek by się nie działo, zawsze znajdzie się powód do narzekania – jej ulubionego zajęcia. Cierpi na chorobliwy nadmiar pomysłów oraz chroniczny brak wolnego czasu. Ukończyła studia na Uniwersytecie Walijskim i przez najbliższy rok będzie zgłębiać tajniki psychologii rozwojowej na uniwersytecie w York. Z wykształcenia psycholog i kryminolog, z zamiłowania pisarka. Zadebiutowała Całą prawdą o PPM (antologia Kochali się, że strach, Fabryka Słów, 2007), a o jej przyprawionych szczyptą magii i odrobiną niesamowitości walijskich doświadczeniach można czytać w opowiadaniu Shade (antologia Nawiedziny, Fabryka Słów, 2009). Pisać zaczęła gdzieś w okolicach dwunastego roku życia, przestać natomiast – ku udręce niektórych - nie zamierza nigdy,

Małgorzata Lewińska - polska aktorka, znana z roli Patrycji Cwał-Wiśniewskiej w komediowym serialu "Lokatorzy" oraz jego spin-offie "Sąsiedzi". Została nagrodzona wyróżnieniem pozaregulaminowym na XVIII Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Debiutowała w spektaklu „Cyrano” na scenie Teatru Komedia w Warszawie. Od dziewięciu lat jest Honorowym Ambasadorem Dzieci Chorych na Nowotwory Mózgu. Żona fotografa Bartosza Mireckiego, z którym ma córkę Helenę oraz dwóch synów bliźniaków: Antoniego i Franciszka. Z poprzedniego małżeństwa z poetą, Krzysztofem Feusette, ma także córkę Anastazję.

Medium ma w życiu przerąbane. Medium, które nie chce być medium, ma przerąbane w dwójnasób. Medium bez powołania, za to z awersją do duchów, ma przerąbane wzdłuż, wszerz i naokoło.

Ida Brzezińska świetnie wie, czego chce: normalnego życia. I gdyby to od niej zależało, w jej rodzinie na pewno nie byłoby ojca maga, matki czarownicy, babki jasnowidzki ani ciotki medium. Ani bez mała dwudziestu pokoleń podobnych wariatów. Tymczasem jednak – o, zgrozo - są. A geny sumiennie robią swoje, obdarzając Idę równie nadprzyrodzonym co niepożądanym szóstym zmysłem. Do tego jeszcze wredny, podły Pech o sadystycznych skłonnościach z upodobaniem krzyżuje jej plany, wpycha w szpony apodyktycznej ciotki, nęka stałą obecnością umarłych i wplątuje w aferę, od której na kilometry czuć pieprzem i imbirem – zapachem czarnej magii.

Istnieje jedna rzecz, o której nikt o Idzie nie wie. Za cholerę nie chce zostać wiedźmą. Istnieje też jedna rzecz, o której nie wie sama Ida - zasadniczo nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia. W dniu swoich dziewiętnastych urodzin, oświadczyła rodzicom, że nie zamierza mieć absolutnie nic wspólnego z magią. Nie skrywali niezadowolenia. Jako dziedziczka wielopokoleniowego dorobku rodziny, która może kontynuować tradycje równie starego, co poważanego rodu czarodziejów, wróżbitów i telepatów, stawia właśnie tenże ród w nieopisanie trudnej, niezręcznej sytuacji. Zgodnie z tradycją na dziewczynę czeka śmiertelnie nudna, pozbawiona choć odrobiny spontaniczności przyszłość. Ma udać się na studia do elitarnej szkoły magii, zdobyć najlepsze wykształcenie, dyplom z wyróżnieniem, rekomendacje od najbardziej poważanych profesorów w calu zajęcia miejsca ojca  i do dnia swojego ślubu zajmować się polityką. Po ślubie ma natomiast bez szemrania usunąć się w cień swego małżonka i również bez szemrania zacząć rodzić dzieci, na które czeka podobny nieszczęsny los. Irmina, matka zbuntowanej dziedziczki, ma na karku już prawie dwa stulecia i choć wciąż promienieje urodą podlotka, może pożegnać się z nadzieją na powołanie na świat alternatywnego dziedzica. Zresztą, nawet wcześniej, Irmina w kwestii potomstwa z radością ograniczyła się do niezbędnego minimum. Nikt nie przewidział, że niezbędne minimum może mieć własne zdanie i co gorsza, własne plany na własną przyszłość.Z biegiem lat całe ich starannie zaplanowana przyszłość obraca się w ruinę. Wszelkie nadzieje, że dziewczyna może jednak da się przekonać do zmiany zdania, okazały się płonne, gdy ta oznajmiła dobitnie, iż nie posiada najmniejszych nawet czarodziejskich zdolności, o czym łatwo można się przekonać za pomocą prostych testów. Z ich córki taka czarownica jak, nie przymierzając, z koziego zadka waltornia i szkoła magii zupełnie mija się z celem. A zatem nawet jeśli rodzice zmuszą ją do wypełnienia obowiązku wobec rodu i poświęcenia się karierze czarownicy, jej brak zdolności prędzej czy później wyjdzie na jaw. A ponieważ prawo do zasiadania w loży czarodziejów mają wyłącznie czarodzieje, dziewczyna pozbawiona daru przyniosłaby rodzinie jedynie wstyd i hańbę. Bowiem niemagiczne dziecko nie stanowi dla magów szczególnego powodu do dumy. Po dłuższym zastanowieniu rodzice zmuszeni byli przyznać, że córka faktycznie nigdy nie przejawiała nadprzyrodzonych zdolności, a mając już lat niemało, powinna tymi zdolnościami wręcz emanować. Teraz, niezbędne minimum zamierza udać się na całkiem normalne studia. I nikt, ani nic jej w planach nie przeszkodzi. No, może prócz Pecha.  I nie chodzi tu o żadne zrządzenie losu, siłę wyższą, klątwę, życiorys zapisany w gwiazdach w najdrobniejszym szczególe czy przeznaczenie, którego nie da się zmienić ani oszukać. Ida zwyczajnie ma Pecha. I denerwującą ciotkę, będącą szamanką od umarlaków.

Wrocław, czwarte pod względem liczby ludności miasto w Polsce, piąte pod względem powierzchni, hałaśliwe, ale cudowne miasto staje się na jakichś czas domem dla niezbędnego minimum. 

Profil wspomnianego wcześniej wydawnictwa chlubi się książkami pod każdym względem najwyższej jakości, czego nie można mu odmówić. Z jakiego jednak powodu wśród takich autorów, jak Jacek Komuda, Maja Lidia Kossakowska, Jacek Piekara, Andrzej Pilipiuk, Andrzej Ziemiański i Jakub Ćwiek, znalazła się Martyna Raduchowska? Trudno odpowiedzieć na to zagadnienie. Jedno jest jednak pewne. Omawiane dzieło jej autorstwa, prezentuje się gorzej od najgorszych z książek wspomnianych autorów. Początek powieści rozpoczyna się pozornie ciekawie. Ida Brzezińska chce rozpocząć studia, zamieszkać z dala od rodziców, i co najważniejsze, nie mieć nic wspólnego z światem magii. Niektóre z zamierzeń, udaje się jej osiągnąć. Ida udaje się na studia, zamieszkuje w akademiku, ale w przejściu do kolejnego punktu swoich zamierzeń przeszkadzają jej nawiedzające ją dusze. Na początku, niedoszła szamanka, stara się ignorować natrętów, ale z biegiem czasu pojawia się ich coraz więcej. Zmusza to siostrę jej matki do odnalezienia siostrzenicy w celu udzielenia jej odpowiedniego szkolenia. Z czasem zdarzenia stają się coraz bardziej skomplikowane. Dziewiętnastoletnia, prawie szamanka, wpada w coraz to większe komplikacje, za które odpowiedzialna jest czarna magia. Wraz z następnymi stronami historia prezentuje się coraz gorzej. Całość,tak bardzo banalna,  pewnie uszłaby za nudnawą powieść, o której zapomina się zaraz po odłożeniu jej z powrotem na regał, jednakże nie. "Szamanka od umarlaków" szczególnie zasługuje na miano jednej z najgorzej napisanych książek. Składa się na to kilka aspektów. Przede wszystkim bohaterowie. Jeżeli sądziliście, że wam się nie powodzi, wiedzcie, że Ida Brzezińska ma się gorzej. I nie chowa swojego niezadowolenia. Złe samopoczucie głównej bohaterki łatwo udziela się odbiorcom. Jeszcze bardziej denerwująca jest mentorka szamanki. Trudno o bardziej drażniąca, pełną sarkazmu postać. Reszta jest taka sama, albo pojawia się na tak krótki czas, że nie ma się okazji z nimi zapoznać. W pewnym momencie pojawiają się członkowie Wydziału Opętań i Nawiedzeń, a wśród nich Konstanty Kruszyński. I przez sekundę może się zdawać, że to jeździec na białym rumaku, któremu uda się oderwać zapoznającą z powieścią osobę od całkowitego znużenia. Ale to ulotne i błędne wrażenie prędko przemija. Poza wtórnośc bohaterów, jeszcze mniej znośne jest ich poczucie humoru, które na niższy poziom upaść już nie może. Świat, z którego pochodzi ta cała magia istnieje, ale niewiele można się o nim dowiedzieć. Poza takimi wzmiankami jak zawodowe stanowiska rodziców przewodniej bohaterki lub wspomniani jegomoście, trudno o więcej szczegółów. I na koniec, sposób jakim Martyna Raduchowska pisała swoje dzieło. Prawdopodobnie robiła to na kolanie, w przerwach od ciekawszych zajęć. Ponieważ każde zdarzenie, które ma miejsce w historii zdaje się być napisane bez jakiegokolwiek zastanowienia. Autorce nasunęła się jakaś koncepcja, więc umieściła ją w swojej książce. Bez ładu, bez składu. Jednakże, jeżeli ktoś postanowi zapoznać się z dziełem, i nie zaśnie w trakcie poznawania jego treści, to lektura powinna mu iść jak po maśle. Martyna Raduchowska pisze bardzo prostacko, ale nieskomplikowanie, więc po tekście można się wręcz prześlizgnąć. 

Inaczej sprawa się miewa z wersją audio. Słuchanie audiobooka to tortura dla uszu. Małgorzata Lewińska może dobrze sprawdza się, jako aktorka, ale prezentować książek nie powinna. Bo to właśnie aktorstwa w jej przedstawianiu treści dzieła jest najwięcej, Każda z postaci posiada nieco różniącą się, nadaną przez nią tonację głosu. Czasami jest to zabawne, czasami żałosne, ale najczęściej sprawia krwawienie uszu, szczególnie podczas dialogów ciotki przewodniej bohaterki. Dodatkowo dodaje powieści otoczkę szarości i beznadziejności
  
"Szamance od umarlaków", autorstwa Martyny Raduchowskiej, nic nie pomoże. Książka została skazana na beznadziejność. Trudno powiedzieć, komu można polecić jej przeczytanie. Może osobie, która nie miała kontaktu z gatunkiem. Takich racze trudno znaleźć. Jednakże audiobooka można na pewno polecić osobie, której naprawdę się nie lubi.

2 komentarze:

  1. Miałem sposobność zetknąć się z tym koszmarem. Nie polecam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałem okazję zapoznać się z książką. NIE POLECAM!

    OdpowiedzUsuń