wtorek, 22 sierpnia 2017

"Kroniki Ocalałych: Fałszywy pocałunek" - Mary E. Pearson

"Kroniki Ocalałych: Fałszywy pocałunek" to pierwsza część romantycznej, pełna mitów i wspomnień, przeznaczenia i nadziei serii, amerykańskiej pisarki Mary E". Pearson. Pisarki znanej z napisania "Przebudzenie Jenny Fox".

Mary E. Pearson - autorka, wielokrotnie nagradzanych bestsellerowych powieści dla nastolatków. Studiowała sztukę w Long Beach State University, Potem zarabiała na nauczaniu w San Diego State University. Obecnie pisze w pełnym wymiarze godzin w domu  w Kalifornii, gdzie mieszka z mężem i dwoma psami.

Księżniczka Lia jest pierwszą córką domu Morrighanów, królestwa przesiąkniętego tradycją, poczuciem obowiązku i opowieściami o minionym świecie. W dniu swojego ślubu ucieka, uchylając się od obowiązków − pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie w celu zapewnienia sojuszu politycznego. Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie rozpoczyna nowe życie. Gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, w Lii rozbudza się nadzieja. Nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym księciem, a drugi to zabójca, którego ma za zadanie ją zamordować. Wszędzie czai się podstęp. Lia jest bliska odkrycia niebezpiecznych tajemnic – i jednocześnie odkrywa, że się zakochuje.

W końcu nadszedł dzień, w jakim miało umrzeć mnóstwo marzeń i narodzić się jeden sen. Arabella, zawsze najeża się na dźwięk swojego oficjalnego imienia, na którego stosowanie upiera się matka. Imienia należącego do tak wielu istniejących przed nią kobiet. Pragnie chociaż tego ostatniego dnia, odsunąć na bok wszelkie formalności i posługiwać się uwielbianym, pieszczotliwym imieniem, nadanym jej przez braci. Lia, to o wiele bardziej do niej pasuje. Jednakże, dzień zawarcia związku małżeńskiego Arabelli Celestiny Idris Jezelii, Pierwszej Córki Domu Morrighan, to dzień błogosławieństw i sakramentów, więc najmniejsza z drobnostek musi zostać przeprowadzona wedle ceremonii. Ten związek ma zapewnić dostatek mieszkańcom Morrighanu. Nawet jeżeli Lia nie ma daru Pierwszej Córki, a ten ślub to oszustwo, które może sprowadzić na nich upokorzenie. Jednakże, monarchom to nie przeszkadza. Bez wahania podpisali kompromis, w celu osłabienia wzrastającego napięcia z sąsiednim królestwem. Nie obchodzi ich też to, że córka wcale nie chce zaaranżowanego małżeństwa. Arabelli udało się dojrzeć Króla Dalbreck, w momencie, jak przyjechał podpisać kontrakt. Przerażająca postać. Nawet jeśli książę ma o wiele mniej lat, nadal musi prezentować się podobnie. Arabell odczuwa niesmak na świadomość, że będą musieli się dotknąć. Jednakże, nie ma odwrotu. Dokonano postanowienia. Jedno, co może zrobić, to uciec. I właśnie taki ma plan. Za pomocą oddanej powierniczki, uchodzi przeznaczeniu. Pauline miała się pożegnać z królestwem w o wiele bardziej sprzyjających okolicznościach. Koleżanka wiele dla niej poświęca, a teraz dodatkowo pomoże rozpocząć nowe istnienie. Kilka dni później, Książę Dalbreck sam sobie siodła konia. Ma w sobie tak wiele stłumionej wściekłości, że spokojnie może uchodzić za budzącego postrach przeciwnika. Denerwuje się, ponieważ niedoszła małżonka, pierwsza zrealizowała plan ucieczki z sprzed ślubnego ołtarza. Król Dalbreck już podjął środki udowodniające królestwu Morrighan, co to stanowczość. Znowuż on, ma poślubić księżniczkę z innego królestwa. Szkoda, że ten układ również się nie uda. Książę zamierza odnaleźć Pierwszą Córkę Domu Morrighan, w celu sprowadzenia jej do domu. Pragnie też dowiedzieć się, kim jest dziewczyna, która zagrała na nosie dwóm królestwom i robi to co chce. Wtenczas, w podróż rusza jeszcze jedna osoba. Zabójca, którego zadaniem jest zabicie Arabelli. Spanikowana zwierzyna nie zastanawia się nad zacieraniem śladów, więc zadanie jest banalnie łatwe. Jednakże, jeżeli coś pójdzie nie tak, nie będzie kolejnej sposobności. Porozumienie obu krain może namieszać w zamiarach zleceniodawców. Nie można do tego dopuścić. Jednakże, okoliczności się gmatwają, w momencie, jak młodzianie docierają do Terravin. Bowiem właśnie tam, Arabell Celestin Idris Jezel rozpoczęła nowe istnienie. I okazała się zupełnie inna, niż którekolwiek z nich miało możność podejrzewać. 

Królestwo Morrighan to skorumpowana przez tradycjonalność kraina. Rządzona przez pozbawioną moralności parę monarchów i ich doradców. Królestwem Dalbreck rządzi władca, któremu nie przeszkadza się realizować zamierzeń, jeżeli nie ma się w zamiarze rozpoczęcia zbrojnego konfliktu. Oba nękane są przez niezauważalnych, ale bestialskich ciemiężców

Biorąc w dłonie omawiane dzieło, warto wiedzieć, co na nas czeka. Wszakże zapoznanie się z nim, nieodwracalnie zabierze nam czas. Nie ma sensu pokładać ufności w rekomendacjach, które są mocno oderwane od realności. Nadmienieni w nich: Suzanne Collins, John Flanagan, George R.R. Martin, Kristin Cashore, Megan Whalen Turner to pisarze o zupełnie nie podobnej do siebie twórczości, kierowanej do przeróżnego ugrupowania odbiorców. Mary E. Pearson nie harmonizuje się z nikim, ponieważ publikacja zalicza się do takich, o jakich zapomina się następnego dnia. Głównie z powodu miałkiej historii, choć reszta też nie opiewa w przenikliwość. Siedemnastoletnia Arabella, nie potrafi pożegnać się z marzeniami o prawdziwej miłości. Nie chce też tracić posiadanej namiastki wolności. Ma to stracić na skutek małżeństwa. Toteż w dzień zaślubin, ucieka. Śladami zbuntowanej księżniczki, rusza książe, którego poślubienia odmówiła, oraz morderca. Jeden chce porozmawiać z dziedziczką Domu Morrighan, a drugi dokonać na niej zabójstwa. Trudno o bardziej banalnie prezentującą się powieść dla nastolatków. Co bardziej sprawna intelektualnie osoba, od razu wie kto zostanie oblubieńcem przewodniej bohaterki. Jednakże, prawdziwym ciosem pozostają postacie. Arabella, mocno cierpi z powodu rozdwojenia tożsamości. I nie rozchodzi się o sam fakt, że zamierza udawać wieśniaczkę, pomimo że zachowuje się bardzo zasadniczo. Problem to brak dojrzałości. Arabella rzekomo ma siedemnaście lat, aczkolwiek często zachowuje się, jak małe dziecko, z nierzadko wspominanego dzieciństwa. Znowuż te, ma udowadniać, że zawsze prezentowała się niesfornie. Szkoda, że to co ma wzbudzać poszanowanie dla hartu ducha, pozostawia zobojętnienie. Książę Dalbreck miał najlepszego nauczyciela. W wieku ośmiu lat trafił do niego jako terminator, w wieku lat dwunastu został kadetem, a szesnastu stał się żołnierzem. Kształcenie obejmowało historię królewskich żołdaków, czyli dokonań wielu przodków. Członkowie rodziny królewskiej, łącznie z ojcem chłopaka, zawsze mieli wojskowe doświadczenie. Rodziciel został generałem, w momencie, jak dziadek nadal siedział na tronie. Księciu bardzo ograniczono takich doświadczeń. Poza obeznaniem, nie ma nic do zaoferowania. Jednakże udawanie poddanego, idzie mu o wiele lepiej, niż Arabell. Jest jeszcze trzeci. Zabójca, od którego oczekuje się najwięcej. Na nieszczęście, są to oczekiwania płonne. Nie robi on nic, co odzwierciedla działania, jakimi na co dzień się pała. Postaci poboczne prezentują się ciekawiej. Jednakże te dosłownie są tłem. Pisarka najbardziej skupiła się na stworzonej protagonistce, oraz dwóm wazeliniarzom. Bo taka właśnie rola została obu przeznaczona. Pozornie, to również pierwszoplanowe postaci, ale całość opiera się na Pierwszej Córce Domu Morrighan. Wspomnienia, że któreś z nich musiało patrzeć na śmierć skazańców, albo pomagać po zakończonej bitwie, to chwile dostarczające powieści nieco okrucieństwa. I na nic więcej odbiorca nie może mieć nadziei. Każda napotkana przez bohaterów postać, to persona nadmiernie miła. Nawet rzezimieszki to usposobienia grzeczności. Żadne z nich się nie odznacza. Każda pozostaje nic nieznacząca. Ponadto, powieściopisarka została tak bardzo pochłonięta przez swoje postacie, że trudno coś napomknąć o uniwersum. Świat nie posiada konkretnej historii, ani topografii. Sama autorka też rzadko dba o szczegółowość. Scenom brak wizualizowania. Najczęściej skłania się do koniecznego minimum. Bezproblemowe opuszczenie twierdz przez królewskie dzieci, opowiada samo za siebie. Mary E. Pearson nie bardzo wiedziała, co robi zabierając się do pisania. "Kroniki Ocalałych: Fałszywy pocałunek" to dzieło pełne niedomówień i konsternacji. Autorka momentami stara się wpleść w powieść nieco humoru. Na marne. Zdarzenia, które wówczas odzwierciedla są tak sztuczne, że żałosne. Pokazowo. Jedna z nich to chwila, podczas jakiej księżniczka stara się pokroić cebule. Niewprawione dłonie, powodują, że kawałek przelatuje przez część kuchni i natrafia w siedzenie kucharki. Prawdziwa karuzela śmiechu. Jednakże, bez wizualizowań, powieść napisaną w pierwszej osobie, poznaje się o wiele żwawiej. I chwała za to pisarce, bo to zaledwie jedna zaleta jej twórczości. 

Mary E. Pearson bierze się za skrajnie różne od siebie gatunki. Początkowo thriller i literatura piękna, teraz młodzieżowe romanse. Rezultat doświadczeń, raczej kiepski. Jeżeli mimo to, zamierzacie zapoznać się z "Kronikami Ocalałych: Fałszywym pocałunkiem", to zapewne macie dwanaście lat i uwielbiacie zgłębiać obszerne tomiszcza. To nic nieakceptowalnego, ale powinniście wiedzieć, do jakich osób książka została skierowana. 

Dziękuję wydawnictwu Initium za egzemplarz recenzencki.

1 komentarz:

  1. Nareszcie recenzja, która pozwoliła mi podjąć jednoznaczną decyzję co do powyższej pozycji. W Internecie krąży naprawdę złudnie pozytywnych opinii na temat tego tytułu, a tu okazuję się, że wcale taki ideał z niego nie jest.

    OdpowiedzUsuń