środa, 31 stycznia 2018

"Kredziarz" - C.J. Tudor

"Kredziarz", debiutancki  thriller, autorstwa C.J. Tudor. W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice. 

C.J. Tudor - pracowała jako copywriterka, prezenterka w telewizji i lektorka. Teraz całkowicie poświęca się pisaniu. Mieszka w Nottingham z partnerem i ich córką.

Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu. 

Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.

W rekomendacjach obiecuje się nam najlepszy rodzaj suspense’u, w którym teraźniejszość doskonale współgra z reminiscencją. Interesujące postaci.  Zagadki, które nie pozostawią w nas niedosytu. Pełne zwrotów akcji zdarzenia, które zaskoczą nawet najbardziej doświadczonego odbiorcę. Takich opinii jest mnóstwo, a wraz z poznaniem każdej następnej,  rosną oczekiwania. Oczekiwania, jakim autorka nie potrafi podołać. Choć porównanie jej debiutu do "To", autorstwa Stephena Kinga i serialu "Stranger Things" Matta Duffera i Rossa Duffera, jest jak najbardziej trafne. Ale nie w takim sensie, jak możecie się spodziewać.

Eddie, Gav, Mickey, Hoppo, i Nicy, to dobrze prosperująca banda dwunastolatków. Ich paczka jest tak dobrze zgrana, bo żadne z nich nie ma normalnego domu. Prawie każde z nich ma też jakiś sekret. Eddie mieszka z rodzicami w wiktoriańskim domu, wiecznie zasłoniętym przez jakieś rusztowanie. Na piętrze ich mieszkania znajdują się co najmniej dwa pokoje z prześwitującym przez sufit niebem. Za nim rozciąga się duże zarośnięte podwórko, przez jakie nikt nie może do końca przebrnąć. Dom jest w trakcie remontu od chwili, w której się do niego wprowadzili. Miało to miejsce niedługo po narodzinach Eddiego. Jego mama jest pielęgniarką, która pomaga kobietom w opałach. Tata redaktorem bez stałego etatu. Ponadto oboje nie są religijni. Gav w ich grupie jest najmłodszy. Jednak przerasta każde z nich o głowę, więc traktują go jak lidera. Nie sposób go obrazić, nic go nie obchodzi.  Jego rodzicie są nadziani. Ponadto ma ogromną rodzinę, która rozpieszcza chłopaka. Mickey to przyjaciel Gava. I choć też jest członkiem paczki, mało kto za nim przepada. Jest w nim coś zimnego i szpetnego, jak aparat jaki nosi na zębach. Ale nikogo to nie dziwi. Nikogo, kto zna jego brata. Hoppo jest najmilszą osobą. Lubi rozładowywać napięcia. Mama Hoppa jest sprzątaczką. Często można ją spostrzec, jak jedzie swoim samochodem, z bagażnikiem zapełnionym mopami i wiadrami.  Nie wiadomo, co się stało z jej mężem, ale zdaje się, że odszedł od nich. Hoppo o nim nie wspomina. Ma jeszcze starszego brata, który prawdopodobnie zaciągnął się do wojska. Finansowo to oni mają się najgorzej. Nicky jest dziewczyną. Choć ze wszystkich sił starała się udawać, że jest inaczej.  Przeklina jak chłopak, wdrapuje się na drzewa jak chłopak i umie się bić prawie jak chłopak. Ale wygląda jak dziewczyna. Bardzo ładna dziewczyna o długich rudych włosach i bladej cerze posypanej drobnymi brązowymi piegami. Zawsze się spóźnia. Jej całą rodziną jest tata z powołaniem słania słowa bożego. Powszechnie uważa się, że jej mam umarła, ale nikt nie wie, co się tak naprawdę z nią stało. Spotkania całej piątki, zawsze mają miejsce w większość sobót. Odwiedzają się w domach albo chodzą na plac zabaw, czasem do lasu. Nie inaczej sprawa się miała teraz, w momencie jak rozpoczął się ich koszmar. Ale ta sobota prezentowała się inaczej, bo rozstawiano wesołe miasteczko. Gościło ono w parku nad rzeką co roku, ale teraz rodzice pozwolili im pójść bez nich. Cóż, jeśli porównać ich świat z śnieżną kulą ze szkła, to dzień w wesołym miasteczku stanowił chwile, w jakiej ktoś nią mocno potrząsnął. Nawet jak już piana zniknęła i płatki śniegu opadły, nic nie prezentowało się tak samo. Nie do końca. Z zewnątrz mogło się zdawać, że nic się nie zmieniło, ale patrząc od środka, zauważało się, że jest inaczej. Wiele lat później, w momencie, jak żadne z nich nie chce roztrząsać przeszłości, unika tematu, zdarzenia tamtego lata, powracają. Możliwe, że właśnie nadszedł czas spojrzeć wstecz bez strachu i poczucia winy. 

Jak wiele małych miasteczek, na pierwszy rzut oka, Anderbury wygląda jak wymarzone miejsce do zamieszkania. Mnóstwo w nim malowniczych brukowanych uliczek i herbaciarni. Jest też katedra, która w lepszym świecie pewnie byłaby słynna. Dwa razy w tygodniu odbywa się targ, a liczne parki i nadrzeczne deptaki zachęcają do długich spacerów. Samochodem można stamtąd prędko dojechać do piaszczystych plaż Bournemouth i Parku Narodowego New Forest.  Ale po bliższym poznaniu tamtejszych realiów okazuje się, że to tylko turystyczny blichtr. Praca jest tam głównie sezonowa, a przez resztę roku bezrobocie utrzymuje się na wysokim poziomie. Grupki znudzonych nastolatków krążą wokół sklepów i włóczą się po parkach. Młodociane matki pchają po ulicach wózki z rozkrzyczanymi dzieciakami. Te ostatnie nie są niczym nowym, aczkolwiek wczesne macierzyństwo staje się coraz częstsze.

To prawdopodobnie w przewodnich bohaterach, tak wiele osób doszukuje się podobieństw do wcześniej wspomnianego "To", autorstwa Stephena Kinga, oraz serialu "Stranger Things" Matta Duffera i Rossa Duffera. Nic dziwnego. Jeżeli choć jedno z dzieł nie jest wam obce, to z łatwością spostrzeżecie pewne podobieństwa.  Eddie cierpi na nałogowe zbieractwo i kleptomanie. Jeżeli coś mu się podoba, to sobie to bierze. Gav to dzieciak z bogatego domu i z nadwagą. Mickey posiada nieletniego przestępce za brata, co nie przeszkadza mu w czerpaniu z niego wzorcu. Hoppo najbardziej na świecie uwielbia swojego psa. Nicy musi znosić fanaberie ojca. Pobożnego chrześcijanina, a jednocześnie alkoholika znęcającego się nad własnym dzieckiem. Spędzają czas u siebie w domach, jeżdżą na rowerach, a nawet obrzucają się kamieniami z łobuzami. Kilkanaście lat później ich codzienność prezentuje się różnie. Eddie naucza w szkole. Nadal poprawia sobie nastrój zbieraniem przeróżnych przedmiotów, a czasem też alkoholem. Gav jeździ na wózku inwalidzkim. Mickey robi karierę w telewizji. Happo opiekuje się cierpiącą na demencję matką. Nicy stara się zapomnieć o ojcu. Postaci poboczne, składają się z rodziców protagonistów. I posiadają naprawdę małe role do odegrania. Może poza Halloranem belfrem z przeszłości Eddiego. Z wielkim talentem do szkicowania, zmagającym się z albinizmem.  I młodziutką Chloe, współlokatorką Eddiego z przyszłości,  która z jakiegoś powodu nie miała nic przeciwko zamieszkaniu z starym kawalerem. Pięcioro dzieciaków na rowerach. Potem pięcioro dorosłych. Prawie każde z nich ma swoje tajemnice. Poznajcie je głębiej, a napisana przez C.J. Tudor historia przestanie mieć dla was jakiekolwiek zawiłości, zanim dobrze się rozkręci. Może nawet już teraz wiecie, kto popełnił zbrodnie sprzed lat.

Jednakże to nie wszystko. Jeżeli chodzi o powód całego zła, które spadło tamtego lata na mieszkańców miasteczka, to odpowiadają za nie sami ludzie. Nie żadna tajemnicza istota, będąca odzwierciedleniem koszmarów albo stworzenie pochodzące z równoległego świata. Po prostu ludzie. Mściwi, pełni nienawiści i arogancji, chorobliwi ludzie z miasteczka Anderbury. Miejsca, w jakim sąsiedzi zaglądają sobie nawzajem przez okna do domów, ale w momencie, jak w jakiejś rodzinie dzieje się coś niepokojącego, nikt nie reaguje.

Zastanawiacie się pewnie, jak C.J. Tudor udało się umieścić tak wiele postaci i miejsc, na dodatek  opisując ich przeszłość i teraźniejszość, w tak niegrubej książce. Otóż wielowątkowość, której możecie się spodziewać, nie istnieje. Zdarzenia, jakich są świadkami przewodni bohaterowie, sprowadzają się zaledwie do Eddiego. To z jego punktu widzenia jest napisana cała historia. Pierwszoosobowa narracja powoduje, że odbiorca z powieścią zapoznaje się bezproblemowo, ale jednocześnie nie trudno oprzeć się wrażeniu, że C.J. Tudor nie pozwoliła swojej postaci dorosnąć. Punkt widzenia Eddiego, często prezentuje się bardzo naiwnie, a sposób mówienia, brzmi nieadekwatnie w stosunku do jego późniejszego wieku.  Z tego powodu pragnie się poznać bliżej pozostałe postacie. Ponieważ te po prostu prezentują się ciekawiej. Szczególnie, że sam Kredziarz, to coś na pograniczu niewinnego żartu, któremu pozwolono się nadmiernie rozrosnąć. Szkoda. Wszakże, samo słowo wzbudza ciarki i łechcze imaginacje. To też, ostatecznie, wizja pisarki jest bardzo skromna.  Śmiało mogła nadać jej większego rozmachu. Co prawda, nieudolnie próbuje wodzić nas za nos, podkładając nam kolejne postaci, jako potencjalnych morderców. Jednakże odpowiedź jest podana, jak na dłoni. Zaledwie, powód zdarzeń, które następują po przewodnim morderstwie i zdają się powiązane z nim, zaskakuje. I zarazem zawodzi. Cóż, nie bez powodu od pewnego momentu ma się nieodparte wrażenie, że pisarce bardzo zależało na pośpiesznym ukończeniu swojego dzieła. Tak pośpiesznym, że w pewnej chwili popełniła błąd. Pozwala on przypuszczać, że w trakcie pisania, nie wszystko poszło tak, jak powinno.

"Kredziarz", autorstwa C.J. Tudor. to wiele hałasu o nic. Książka oferuje mile spędzone chwile, ale nie zasługuje na tak wiele słów podziwu, jakimi się ją obdarza. Nie zasługuje też na tak wielki rozgłos. Ta książka to żadna rewelacja, a wręcz przeciwnie, przeciętniak.

Dziękuję wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

20 komentarzy:

  1. Hm, skoro wrzucasz przepisane żywcem fragmenty książki, jak chociażby opis miasteczka, to powinny być one oznaczone jako cytat, nie sądzisz?

    Co do samej książki, akurat mnie się podobała, chociaż samo zakończenie mogło być lepsze. Jak na debiut, świetna praca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że zapoznałaś się z moim tekstem. Cieszę się, że ta recenzja nie jest dla Ciebie przekłamaniem. Raduje mnie też fakt, że teraz nie masz wrażenia, iż piszę o innej książce. Jak miało to miejsce w przypadku "Szamanka od umarlaków", autorstwa Martyny Raduchowskiej.

      Odpowiadając na Twoje zagadnienia. Owszem. Tekst pochodzi z książki. Jednakowoż nie jest to jego dokładne odzwierciedlenie. Toteż, nie uważam, że powinnam go specjalnie oznaczać.

      Charakterystykę bohaterów, jak również miejsc z książek, opisuję na podstawie tego, co napisał o nich autor powieści. Często bardzo dokładnie. Nie uważam tego za złe. Sadzę, że przez to odbiorca recenzji ma świadomość, co na niego czeka w powieści, z którą może spędzi czas. Jeżeli miałabym, zamiast tego przepisywać tekst co do słowa, recenzja prezentowałaby się niewygodnie dla zapoznającego się z nią. Nie uważasz?

      Cóż, jak na razie, nikt się nie czepiał. Wręcz przeciwnie. Dostaję mnóstwo wiadomości, w jakich ludzie piszą, że moje recenzje do nich przemawiają. Często nie interesuje ich moje zdanie na temat danego dzieła, a zaledwie opis postaci i świata, z jakimi zamierzają spędzić najbliższe chwile.

      Jeżeli uważasz, że przesadziłam, skrzywdziłam prawa pisarza, napisz do wydawnictwa. Sadzę, że jeżeli im to przeszkadza, to zareagują. Nie zamierzam robić im problemu.

      Usuń
    2. Nikt nie powinien mieć do ciebie pretensji o to jak piszesz. Masz świetnego bloga.

      Za to koleżanka powinna się ogarnąć. Zarzucać przekłamania pod recenzją, za to że książka się nie spodobała. Naprawdę? Zapoznałam się z twoim blogiem, więc wiem że tobie się spodobała. Tak samo, jak każda inna, którą nadesłało jakieś wydawnictwo albo księgarnia.

      Usuń
    3. Nie twierdzę, że Twoje recenzje są złe, czy że nie przemawiają do Twoich czytelników. Odniosłam się do tego konkretnego tekstu i nie chodzi tu o to, że mnie się książka podobała, a Tobie nieszczególnie, ponieważ gusta są różne i jak najbardziej masz prawo mieć inne upodobania. A teraz do rzeczy:

      1. Jestem bardzo wyczulona na kwestie czerpania z innych tekstów bez informacji, że to cytaty. Tutaj zwróciłam na to uwagę, bo jestem świeżo po lekturze książki.

      Fragment książki:
      "Jak wiele małych miasteczek, na pierwszy rzut oka Anderbury wygląda jak wymarzone miejsce do życia. Mnóstwo tu malowniczych brukowanych uliczek i herbaciarni, jest też katedra, która w lepszym świecie pewnie byłaby słynna. Dwa razy w tygodniu odbywa się targ, a liczne parki i nadrzeczne deptaki zachęcają do długich spacerów. Samochodem można stąd szybko dojechać do piaszczystych plaż Bournemouth i Parku Narodowego New Forest.
      Ale po bliższym poznaniu tutejszych realiów okazuje się, że to tylko turystyczny blichtr. Praca jest tu głównie sezonowa, a przez resztę roku bezrobocie utrzymuje się na wysokim poziomie. Grupki znudzonych nastolatków krążą wokół sklepów i włóczą się po parkach. Młodociane matki pchają po ulicach wózki z rozkrzyczanymi dzieciakami. Te ostatnie nie są niczym nowym, aczkolwiek wczesne macierzyństwo staje się coraz częstsze."

      A oto fragment Twojej recenzji:
      "Jak wiele małych miasteczek, na pierwszy rzut oka, Anderbury wygląda jak wymarzone miejsce do zamieszkania. Mnóstwo w nim malowniczych brukowanych uliczek i herbaciarni. Jest też katedra, która w lepszym świecie pewnie byłaby słynna. Dwa razy w tygodniu odbywa się targ, a liczne parki i nadrzeczne deptaki zachęcają do długich spacerów. Samochodem można stamtąd prędko dojechać do piaszczystych plaż Bournemouth i Parku Narodowego New Forest. Ale po bliższym poznaniu tamtejszych realiów okazuje się, że to tylko turystyczny blichtr. Praca jest tam głównie sezonowa, a przez resztę roku bezrobocie utrzymuje się na wysokim poziomie. Grupki znudzonych nastolatków krążą wokół sklepów i włóczą się po parkach. Młodociane matki pchają po ulicach wózki z rozkrzyczanymi dzieciakami. Te ostatnie nie są niczym nowym, aczkolwiek wczesne macierzyństwo staje się coraz częstsze."

      To jest dokładne odzwierciedlenie, nie mów proszę, że nie, bo zmieniłaś "tu" na "tam" i niewiele więcej. Takie fragmenty oznacza się jako cytaty i wszystko jest ok. Przecież w swoich opiniach czy recenzjach można w pełni się posiłkować czytanym tekstem i nikt się nie będzie czepiał, jeśli tylko będzie to oznaczone.

      2. W przypadku Szamanki od umarlaków sprawa wyglądała inaczej, szkoda też, że nie odniosłaś się do mojego komentarza pod tamtym tekstem, byłoby łatwiej podjąć dyskusję. Tak, jak tam napisałam, odbiór postaci to kwestia subiektywna. Stwierdziłam natomiast, że krzywdzące jest określenie pisania autorki mianem "prostackiego". Gdybyś się do tego bliżej odniosła, podała przykłady bądź argumenty, byłoby inaczej.

      3. Zastrzeliłaś mnie tekstem, że mam na Ciebie "donieść" do wydawnictwa. Nie wiem właściwie, jak się do tego odnieść, bo to jest po prostu głupie, wybacz. Nie krytykowałam Twojego tekstu jako takiego, po prostu mam na temat książki odmienne zdanie, nie stwierdziłam w żadnym miejscu, że Twoje opinia jest błędna, tylko inna od mojej. A to w świecie czytelników bardzo powszechna sprawa. Widzę, że wzięłaś to bardzo do siebie, niepotrzebnie.

      4. Drogi anonimie, nie mam zamiaru się "ogarniać", bo nie napisałam niczego złego. Proponuję też Twoje ogarnianie zacząć od podpisania się ;) Pozdrawiam

      Usuń
    4. A skoro już jesteśmy przy cytatach, które - jak twierdzisz - cytatami nie są, bo mnie tknęło i poszukałam dalej. Kolejne fragmenty:

      Twoja recenzja:
      "jeśli porównać ich świat z śnieżną kulą ze szkła, to dzień w wesołym miasteczku stanowił chwile, w jakiej ktoś nią mocno potrząsnął. Nawet jak już piana zniknęła i płatki śniegu opadły, nic nie prezentowało się tak samo. Nie do końca. Z zewnątrz mogło się zdawać, że nic się nie zmieniło, ale patrząc od środka, zauważało się, że jest inaczej."

      Książka (strona 7)
      jeśli nasz świat był kulą śnieżną ze szkła, to dzień w wesołym miasteczku był tym, w którym ktoś nią mocno potrząsnął. Nawet jak już piana zniknęła i płatki śniegu opadły, nic nie było takie samo. Nie do końca. Z zewnątrz mogło się zdawać, że nic się nie zmieniło, ale patrząc od środka, wszystko było inne."

      Dalej, opis Nicky. W Twojej recenzji:
      "Nicky jest dziewczyną. Choć ze wszystkich sił starała się udawać, że jest inaczej. Przeklina jak chłopak, wdrapuje się na drzewa jak chłopak i umie się bić prawie jak chłopak. Ale wygląda jak dziewczyna. Bardzo ładna dziewczyna o długich rudych włosach i bladej cerze posypanej drobnymi brązowymi piegami."

      W książce (strona 11)
      Nicky nie miała ksywki, bo była dziewczyną, choć ze wszystkich sił starała się nią nie być. Przeklinała jak chłopak, wdrapywała się na drzewa jak chłopak i umiała się bić prawie jak chłopak. Ale wyglądała jak dziewczyna. Bardzo ładna dziewczyna o długich rudych włosach i bladej cerze posypanej drobnymi brązowymi piegami."

      Opisy pozostałych osób też brzmią bardzo znajomo, więc podejrzewam, że więcej by się znalazło podobnych zbieżności. Szkoda, naprawdę lepiej pisać samodzielnie...

      Usuń
    5. Jaki ma sens ponowne pisanie opisów postaci samodzielnie, swoimi słowami? Przekaz będzie taki sam. Moim zdaniem, każda osoba sama wie, jak chce pisać. Tak samo ludzie, sami wiedzą kogo chcą czytać, więc ta rozmowa nie ma sensu.

      Usuń
    6. No tak, jeśli nie widzisz sensu pisania samodzielnie, to faktycznie rozmowa jest bez sensu. Jeszcze raz tylko podkreślę, że cytaty zaznacza się jako cytaty, a nie traktuje jako własny tekst.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    7. Moim zdaniem jesteś bardzo konfliktową osobą, a nawet wywyższającą się. Najpierw napisałaś komentarz, w jakim zarzuciłaś przekłamanie autorce bloga. Wątpiłaś w to, że wie jaką książkę recenzuje. To trochę obraźliwe, więc nie dziwie się, że ta nie chciała z tobą dyskutować.

      Teraz napisałaś jeszcze jeden komentarz, znowu mając do niej pretensje. Dostałaś odpowiedź autorki bloga, do której się odniosłaś. Jednak tego ci było mało. Po jakimś czasie stwierdziłaś, że nie możesz tego tak zostawić. Napisałaś jeszcze jeden komentarz, znowu się nakręcając.

      Fragmenty tekstu, o jakim wspominasz, są oddzielone od pozostałej części recenzji. Są widoczne i czytelne. Mnie to starcza. Tak samo, jak wielu innym osobą, które odznaczają tę recenzję jako wartościową na lubimyczytac.pl. Nikt poza tobą się nie czepia.

      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    8. Jest dokładnie, tak jak piszesz.

      Na dodatek, autorka bloga opublikowała posta na swoim facebooku, w jakim się żali. Nie podaje linku do źródła, więc jej wersja zdarzeń nieco różni się od prawdziwej. Pisze tam, że autorka bloga jest po studiach, i zastanawia się nad jej pracą magisterską. Nie znalazłem nigdzie takich informacji na tym blogu, więc nie wiem skąd ona je ma.

      O mnie też pisze. xD

      Usuń
    9. Pogrzebałem głębiej. Śmierdzę teraz od tego całego gówna, ale co mi tam. Porównajcie sobie ludzi, odznaczających tę recenzję jako wartościową tutaj: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4818230/kredziarz/opinia/43988757#opinia43988757 z ludźmi, którzy się wypowiadają tutaj: https://www.facebook.com/pg/kacik.z.ksiazka/posts/

      Oto, jak pełna fałszu jest blogosfera. Tu pocałować rączkę, tam polizać dupkę!

      Usuń
    10. Anonimie, na jakiej podstawie wysnułeś/aś wniosek, że jestem konfliktowa i się wywyższam? Nie napisałam złego słowa o recenzji, tylko wypunktowałam fragmenty, które są wzięte niemal żywcem z książki, a nie oznaczone jako cytaty. Tylko i aż tyle.

      Tomku, ciekawe, że wyciągasz najmniej istotny fragment rozmowy. Autorkę bloga pamiętam, jak publikowała swoje teksty na portalach secretum.pl i fantastyka.pl. Źle zapamiętałam, że była wówczas studentką, mój błąd. Szkoda, że tracisz a oczu albo celowo omijasz mój jedyny zarzut, czyli przepisywanie fragmentów cudzej pracy (tu książki) jako własnego tekstu. Fragmenty, które wymieniłam nie są oznaczone w recenzji oddzielnie, z wyjątkiem jednego.
      Tu już zresztą nie ma sensu pisać o tym więcej, bo ten mój argument jest po prostu przez was ignorowany.

      Usuń
  2. Jeżeli ktoś nie zrozumiał, albo nie chce mu się sprawdzać. Chodzi o to, że pierwsza osoba, która pisała komentarz na facebooku, jako jedna z pierwszych dała plusa tej recenzji na LubimyCzytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mój ostatni komentarz. Serio. Przepraszam, ale właśnie z anonimowj pustki przerodziłem się w człowieka. Tomka.

      Pod trzema postami niżej też pisałem, ale najwyraźniej istnieć, a zostać zauważonym to różnica.

      Chciałem poruszyć jeszcze sprawę ciągabia po sądach. Znam recenzje tej autorki od dawna. Znam też wiele książek, które recenzuje. W innych recenzjach też znajdują się podobieństwa do omawianych pozycji. Mimo to pisarze i wydawnictwa nadsyłają ich autorce kolejne książki. Umieszczają nawet te recenzje na swoich stronach. Więc ja nadal nie rozumiem w czym problem.

      Usuń
    2. Kłania się czytanie ze zrozumieniem. Kwestia "ciągania po sądach" w dyskusji padła nie w odniesieniu do autorki bloga, a osób, które przywłaszczyły zdjęcia zrobione przez inną komentującą. Nie wiem, w jaki sposób połączyłeś do ze sprawą tego bloga. Również nie rozumiem, w czym widzisz tu problem.

      Usuń
  3. Naprawdę nie rozumiesz, o co tu chodzi? Pozwól, że ci wyjaśnię.

    Pierwsza z blogerek, nie prowadzi facebooka. Nie komentuje podstów innyh blogerów. Pisze recenzje książek sama od siebie, jak rówbueż nadesłanych przez wydawnictwa. Czasami ostro je krytykuje. Zaledwie jest na LubimyCzytać.pl. Mimo to ma czytelników. Jednak ci są mało aktywni.

    Druga z blogerek, jest prowadzi facebooka. Pisze recenzje wyłącznie tych ksiązek, które nadsyłają wydawnictwa i księgarnie. Nad każdą się rozpływa. Ludzie wchoodzą na jej bloga i komentują go, bo wiedzą, że w zamian sami dostaną komentarz.

    Przyglądając się obu blogom, które zupełnie się od siebie różnią, jasne jest, że w takiej sytuacji, jeden będzie dostawał komentarze od nie powiązanych z blogosferą osób, a drugi wręcz przeciwnie.

    Moim zdaniem, właścicielka bloga Kącik z książką, powinna sobie odpuścić, po swoim drugim komentarzu. Dobrze wiedziała co robi, publikując post na swoim facebooku, opisując zaistniałe zdarzenia. Nie bez powodu ma on, największą popularność. Jednak szkoda, że osoba, która tak wiele pisze o podawaniu źródeł, sama tego nie robi.

    Wiele osób, mając za źródło zaledwie jej relacje, wręcz ubliża autorce tego bloga. Jestem ciekawa, jak prezentowałaby się ich postawa, jakby dowiedzieli się, że piszą o osobie, którą mają w znajomych, i której recenzje pozycjonują na LubimyCzytać.

    Cóż, ta sytuacja idealnie pokazuje, jak można skutecznie manipulowwać ludźmi. I jak ci, bez jakiegokolwiek zastanowienia, dają się podpuścić.




    OdpowiedzUsuń
  4. Nie dostała poparcia tu, to poszła żalić się do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzeba umieć powiedzieć stop. Nie dość,że strzeliłaś sobie w stopę, to jeszcze zabiłaś kolegów. Teraz każda osoba, która będzie poznawać ten wątek, zapozna się też z Twoim postem na faceboku.
    Też nie rozumiem, jak ludzie inteligentni, którzy tak dużo czytają, mogli się wypowiadać w taki sposób, nie znając źródła tekstu.

    OdpowiedzUsuń
  6. W interesujący sposób od bardzo konkretnego zarzutu w sprawie cytatów nakręciliście irracjonalną spiralę niechęci, zarzutów i kiepskiej psychoanalizy.
    Kiepski też "risercz" przeprowadziłeś anonimie i trafiłeś jak kulą w płot, bo akurat na moim blogu znajdziesz książki nie tylko od wydawnictw i opinie negatywne. To ci umknęło, podobnie jak fakt, że moi czytelnicy pozostawiają komentarze tylko w odpowiedzi na moje na ich blogach. Trafiłeś akurat na osobę, która w blogosferze akurat rzadko się udziela.
    Linku do tego posta nie podawałam na FB, żeby nie rozpętywać gównoburzy, która i tak wynikła tutaj. Jeżeli autorka bloga będzie sobie tego życzyć, nie ma sprawy, link może pojawić się już dzisiaj. Nie mam sobie nic do zarzucenia, nie napisałam tu niczego złego, hejterskiego czy niezgodnego z prawdą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Teraz to raczej już nie ma sensu. Nic nie cofnie, tego co zostało napisane.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dorosła kobieta, która zachowuje się jak gówniarz. Nic więcej dodawać nie trzeba.

    OdpowiedzUsuń